Umrzeć można nie tylko w piwnicy, czyli jeden dzień na SOR Szpitala Bródnowskiego

Wczesnym rankiem karetka pogotowia przywozi mnie do Szpitala Bródnowskiego w Warszawie. Lekarz pogotowia przekazuje jakieś informacje na mój temat paniom z izby przyjęć, żegna się, odjeżdża. Siadam na krześle w poczekalni. Podchodzi do mnie pani, prosi o dowód osobisty, każe coś podpisać i czekać na wezwanie lekarza. Czekam.

Mija godz. 6 rano. Szpital leniwie budzi się do życia. Pan ochroniarz parzy kawę. Cisza i spokój. Nie ma żadnych innych pacjentów. Siedzę w poczekalni sama. Mija pół godziny. Czekam.

Do szpitala wchodzi starsza kobieta. Pyta o lekarza. „Nie ma, proszę czekać” – odpowiada jej pani z izby przyjęć. Kobieta siada obok mnie. Pyta, czy długo czekam. Odpowiadam, że nie, że dopiero pół godziny. Czekamy razem.

Mija godzina. Starsza pani ponownie podchodzi do pani z izby przyjęć i pyta, czy na dyżurze jest neurolog. „Tak, proszę czekać” – odpowiada krótko pani z izby przyjęć. Starsza pani wraca, siada znów obok mnie. Czekamy dalej.

Mija kolejne pół godziny. Starsza pani znów pyta o lekarza, znów słyszy tę samą odpowiedź. Czekamy. Starsza pani niecierpliwie, ja na razie cierpliwie, ale czuję się coraz gorzej, więc i moja cierpliwość się kończy. Wstaję, podchodzę do pani z izby przyjęć i pytam o lekarza, pytam kiedy mnie przyjmie. „Nie wiem, proszę czekać” – słyszę znów tę samą odpowiedź.

„Ale czy mogę dowiedzieć się, co się dzieje i dlaczego tak długo czekam? Gdzie jest lekarz? Nie ma przecież żadnych innych pacjentów. O godz. 6 rano przywiozła mnie karetka, czuję się coraz gorzej” – mówię przez łzy. „Proszę czekać” – odpowiada mi pani z izby przyjęć i odwraca głowę.

„Nie, nie będę dłużej czekać. Mam prawo dowiedzieć się gdzie jest lekarz, i dlaczego czekam tak długo?!”- zaczynam prawie krzyczeć. Ze strony pani z izby przyjęć cisza. Nic nie mówi, nawet na mnie nie patrzy. „Czy może mi pani odpowiedzieć na pytanie?” – pytam czując bezsilność. „Proszę pójść do pokoju nr X i zapytać” – odpowiada pani z izby przyjęć.

Idę. To pokój pielęgniarek. Pytam. Nie dostaję odpowiedzi. Nadal nie wiem czy na SOR w tym szpitalu jest w ogóle jakiś lekarz, a jeśli jest, to gdzie jest, i o której mnie przyjmie. Odsyłają mnie do pokoju nr Y.

Nikt do tej pory, żadna z tych osób nie zapytały mnie, co mi jest i jak się czuję.

Wędrując od pokoju do pokoju, przedzierając się przez górę obojętności łzami i krzykiem znajduję w końcu lekarza.

***
W trakcie badań wchodzi do pokoju jakaś kobieta z personelu, chyba też jest z izby przyjęć. Pyta, kto powiedział starszej pani na korytarzu, że ma czekać na neurologa. Nikt się nie przyznaje. „Powiedz jej, że neurolog przyjmuje na I piętrze, niech tam idzie” – radzi jej koleżanka. Kobieta wychodzi, by przekazać starszej pani tę „wspaniałą” informację. Tylko dlaczego przez ponad 2 godziny kazano jej czekać na lekarza tutaj?

***
Po badaniach trafiam do pokoju obok. Kładę się na leżance. Podłączają kroplówkę. Obok mnie na drugiej leżance młody chłopak, narkoman. Mocno rozmowny. Cały czas coś mi opowiada. Cały czas się kręci. Wchodzi i wychodzi z pokoju. Nagle znika na dłużej. Nie ma go ze 2-3 godziny. W międzyczasie słyszę, jak ktoś z personelu wymienia jego nazwisko i pyta, gdzie jest. Nikt nie wie. Chłopak wraca. „Ktoś mnie szukał?” – pyta. Kręcę głową przecząco. „Byłem w domu, po prostu musiałam pojechać do domu, teraz już mogę zostać w tym szpitalu” – mówi i pociąga charakterystycznie nosem. „Ale tu burdel, co?” – dodaje. Kiwam głową, zamykam oczy, nie mam ani siły ani ochoty rozmawiać.

***
Zdrzemnęłam się. Budzi mnie jęk młodej kobiety dochodzący z korytarza. Słyszę jak ktoś z personelu mówi do niej: „Niech pani wyjdzie z budynku i pójdzie tam na przeciwko. Tam przyjmuje ginekolog. Skoro to miesiączka, to najlepiej jeśli obejrzy panią ginekolog”. Kobieta cały czas krzyczy i wije się z bólu. Pewnie nawet nie słyszy i nie rozumie co do niej mówią. Ale da radę, musi. Dostała przecież wskazówki, którymi drzwiami ma wyjść.

***
Dowiaduję się, że mogę wracać do domu. Uff.

/Wspomnienia z 20 lipca 2012 r./
Trwa ładowanie komentarzy...