O autorze
Jestem dziennikarzem - obserwuję, analizuję, piszę. Zaczynałam od „siedzenia” w Sejmie i rozmów z politykami, potem trafiłam do prasy biznesowej i tak zostało (w 2006 r. w ogólnopolskim konkursie o nagrodę Polskiej Izby Ubezpieczeń dla środowiska dziennikarskiego zwyciężyłam w kategorii Debiut Roku). Przez ostatnie 8 lat byłam redaktorem naczelnym publikacji adresowanych do inwestorów wydawanych przez Wydawnictwo Wiedza i Praktyka.
Obecnie jestem wydawcą książek z zakresu finansów, ekonomii, zarządzania i marketingu w Wydawnictwie Naukowym PWN.
Wiem, że pieniądze w życiu nie są najważniejsze, ale wiem też, że codziennie są potrzebne by kupić gazetę i bilet, by napić się kawy, by zapłacić za przedszkole i dać dziecku na kredki. Dlatego warto wiedzieć, co robić by je mieć i czego nie robić by ich nie tracić. Nie jestem doradcą finansowym, więc nikogo do niczego nie namawiam. Wręcz przeciwnie, często ostrzegam, bo szczególnie w świecie finansów jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Piszę jednak nie tylko o pieniądzach, czasem piszę wiersze… ale to już zupełnie inny temat. Temat na inny blog.

Strasznie się wstydzę

Stoję na dworcu kolejowym w małym miasteczku. Obok mnie dwoje niepełnosprawnych umysłowo dzieci z rodzicami. Nagle jeden z chłopców (prawie dorosły) zaczyna biegać po peronie i wydawać niezrozumiałe okrzyki. Nikt nie zwraca na niego uwagi. NIKT. Każdy zajęty jest swoimi sprawami, rozmową, czytaniem, czekaniem na pociąg. Czy to możliwe? Możliwe. Ale nie w Polsce.

Kiedy w Polsce na ulicy, w sklepie, w restauracji pojawia się osoba niepełnosprawna wzbudza ogólne poruszenie. Jedni czują się nieswojo i starają się nie patrzeć (bo się jeszcze zarażą), drudzy patrzą z litością i współczuciem.



A co powinniśmy czuć? Nic. Po prostu nic.

Wszystko byłoby OK, gdybyśmy, jak gdyby nigdy nic, potrafili podejść do osoby na wózku i zapytać o godzinę, czyli gdybyśmy po prostu zachowywali się tak jak zachowujemy się na co dzień wobec wszystkich innych.

Kilka tygodni temu miałam okazję spojrzeć na niepełnosprawnych inaczej, czyli nie po polsku. Byłam w Bexhill on Sea (małym miasteczku w Wielkiej Brytanii). Na każdym kroku spotykałam zarówno niepełnosprawnych fizycznie, jak i umysłowo. Kiedy u nas można odnieść wrażenie, że niepełnosprawnych osób nie ma (a przecież są), tam wychodzą oni z domu jak wszyscy inni, na zakupy, na spacer, sami, z rodzinami, z opiekunami. Nikt nie traktuje ich inaczej, nikt nie patrzy na nich dziwnie, nikt się nad nimi nie lituje.

W żadnym miejscu osoba na wózku nikogo nie dziwi. Co więcej, wiele starszych osób kupuje sobie elektryczne wózki by łatwiej się poruszać. U nas takiego wózka raczej by sobie nie kupili. Oczywiście nie kupiliby bo w Polsce nie byłoby ich na to stać. Ale nie kupiliby też dlatego, że wielu sąsiadów i znajomych uznałoby ich za niepełnosprawnych. Tymczasem w Anglii babcie i dziadkowie „pomykają” na takich wózkach po ulicach, wpadają do supermarketu, robią zakupy, a potem wieszają siatki z zakupami na wózek i jadą dalej. Żyje im się łatwiej. I nie tylko dlatego, że mają więcej pieniędzy, ale też dlatego, że zarówno starość, jak i niepełnosprawność nikogo nie rażą.

Czy mam żal do Janusza Korwina-Mikke, że powiedział to co powiedział? Nie, nie mam. Trudno mieć żal do zdziwaczałego starszego pana, który stara się zrobić szum wokół siebie po to by media o nim nie zapomniały. Wydaje się, że możemy być mu nawet wdzięczni, że swoim komentarzem wywołał dyskusję, która w Polsce powinna zacząć się dawno. Natomiast mam żal do Donalda Tuska, że jako premier naszego kraju, umniejszył rolę Paraolimpiady twierdząc, że dostarcza ona innych emocji. Nie wiem tylko, czy to źle świadczy o nim, o nas, czy w ogóle o Polsce…

Polska goni świat, chce się zmieniać i się zmienia. W wielu kwestiach na lepsze. My, Polacy, też się zmieniamy. Jeździmy więcej po świecie, mówimy w wielu językach. Ale strasznie się wstydzę, że na niepełnosprawnych nadal patrzymy po polsku.
Trwa ładowanie komentarzy...