Dlaczego porcelanę warto mieć nie tylko na świątecznym stole

Czy myślisz, że w kuchni masz wszystko czego Ci potrzeba? A masz czerpak do wyjmowania jajek? Masz naczynie do chłodzenia wina? Samowar? Nie? To może chociaż specjalny nożyk do owoców? Ja też nie mam. A warto mieć.

Artystyczne wyroby rzemieślnicze rzadziej znajdują nabywców, niż obrazy. Tymczasem dysponując tą samą kwotą pieniędzy można znaleźć lepszy pod względem artystycznym (a zarazem inwestycyjnym) przedmiot sztuki użytkowej, niż obraz. Na przykład porcelana. Nie tylko dobrze wygląda na świątecznym stole, ale i zysk może przynieść dobry.



W zeszłym roku, na aukcji w Sotheby's w Hongkongu aż 27 mln dolarów zapłacił anonimowy nabywca za miseczkę wykonaną z porcelany Ru (podobno na świecie jest jedynie kilkadziesiąt obiektów z niej wykonanych). Na szczęście, aby kupić przedmioty nadające się na inwestycję, czyli dobrej klasy, nie trzeba mieć aż takich pieniędzy. Wystarczy kilkaset złotych. Zdaniem Moniki Bryl, historyka sztuki, warta zainteresowania jest na przykład porcelana miśnieńska.

Najstarsza europejska wytwórnia porcelany, założona w Saksonii w 1710 r., która funkcjonuje dziś pod nazwą Staatliche Porzellan-Manufaktur Meissen GmbH cały czas jest najbardziej znaną i cenioną europejską marką . Produkuje zarówno ekskluzywną zastawę stołową, jak i figurki.

Wyroby miśnieńskie wyróżniają się swoistą stylistyką, a także wybitnej jakości malaturą i złoceniem. Znakowane są charakterystycznym znakiem: skrzyżowanymi mieczami malowanymi podszkliwnie farbą kobaltową. Ceny wyrobów miśnieńskich zależą od okresu powstania, nazwiska projektanta, wielkości i rodzaju obiektu, a przede wszystkim - stanu zachowania.

XIX-wieczne filiżanki czy patery kosztują ok. 1.500 zł. Natomiast za XIX-wieczną figurkę o wysokości ok. 20 cm trzeba zapłacić ok. 4000 zł. Wyroby XX-wieczne są o połowę tańsze - figurki kosztują ok. 2.000 zł, filiżanki ok. 500 zł – mówi Monika Bryl.

Jej zdaniem najcenniejsze są wyroby XVIII-wieczne. Rozpoznać je można nie tylko po jakości porcelany, malaturze, złoceniu, ale i po znaku. Jest to tzw. Punktzeit, czyli malowane kobaltem skrzyżowane miecze z kropką pomiędzy rękojeściami. Znakowany Punktzeitem dzbanek czy kałamarz kupić można za ok. 5.000 zł.

Cenione są także wyroby z tzw. okresu Marcoliniego (1774-1815). Znak z tego okresu to skrzyżowane miecze z gwiazdką. Jednym z najbardziej popularnych wzorów naczyń stołowych jest tzw. wzór cebulowy.

Jeżeli zatem ktoś podczas świątecznego obiadu rozpozna na odziedziczonej po cioci zastawie malowany kobaltem ornament ze stylizowanym motywem owocu granatu, którego kształt przypomina popularne warzywo, będzie oznaczało to, że jada na talerzu za 300 zł, a zupę nalewa do wazy o wartości ok. 1500 zł.

Nim wpadniemy w euforię uważnie powinniśmy przyjrzeć się jednak znakom. Wiele warsztatów starało się zmylić klientów i oznaczało swoje wyroby znakiem, który był podobny do Miśni. Jeżeli znak jest krzywy, a jego krój bardziej przypomina literę W albo X niż skrzyżowane szable, należy uważać – ostrzega Monika Bryl.

Stylistykę wyrobów miśnieńskich naśladowała cała Europa, w szczególności warsztaty z Turyngii. Wyroby z manufaktur: Sitzendorf, Kar Ens, czy Plaue mają cały czas dość wysokie ceny (figurki kosztują 500 - 2000 zł, patery 1000 - 3000 zł), ale nie można traktować ich jako inwestycji. To obiekty wyłącznie dekoracyjne - dodaje.

Radosnych i rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy. Odpoczynku, spokoju, cudownych smaków i zapachów niezależnie od wartości talerzy :-)
Trwa ładowanie komentarzy...